Niewiele wiemy o imprezach organizowanych u naszych południowych sąsiadów. Jednak od kiedy bawimy się średniowiecze słyszeliśmy o jednej z największych inscenizacji w Libuszynie koło Pragi, porównywalnej nawet z Grunwaldem.
W inscenizacjach bitew Czesi przewyższają nas organizacyjnie i w zdyscyplinowaniu. Ichnie bitwy są ciekawsze dla widza i dłuższe, co pozwala też się wyżyć samym uczestnikom. Polecamy turystom pragnącym obejrzeć ciekawe widowisko, naprawdę warto.
Kiedy w roku 2005 Bractwo z Chojnika zaproponowało nam wspólny wyjazd i wzięcie udziału w tej legendarnej już bitwie, skwapliwie skorzystaliśmy, zorganizowaliśmy wóz i wyruszyliśmy w nieznane. Nie ma ona podłoża historycznego, ale to nie jest problemem, żeby się spotkać i poprać. Bitwa oczywiście miała swój scenariusz i fabułę, ale z racji barier językowych, nie za bardzo wiedzieliśmy o co chodzi :D. Ostatecznie wszystko sprowadziło się do starcia dwóch zbrojnych grup wrogo do siebie nastawionych.
Mogliśmy odstresować się od nagonki w Polsce na historyczność, aczkolwiek nie odpuszczaliśmy sobie i staraliśmy się wypaść jak najlepiej. Ciekawie też było obserwować luźne i jakże inne podejście Czechów do zabawy w średniowiecze.
Bitwa była w kwietniu, w dolinie osłoniętej przed słońcem i rankiem wszystkich nas zaskoczyła mroźna pogoda, zamarznięta woda w kranach i temperatura na minusie. Ciepło robiło się dopiero przed południem, ale ten drobny mankament nie przeszkodzi nam miło wspominać tego wyjazdu.
ZDJĘCIA